czwartek, 1 września 2016

Mieszkanie z psychopatą

Mamy etap, gdy jesteś już oczarowana, zachwycona i zakochana. Czujesz się przy swoim partnerze tak swobodne, jak gdybyś znała go całe życie (a znacie się może ze 3 miesiące). Nagle nadchodzi ten dzień - propozycja wspólnego zamieszkania. Nieistotne, czy to on poruszył ten temat, żeby "przenieść wasz związek na nowy etap", czy zrobiłaś to ty sama wzruszona losem swojego wybranka (który ma przecież tak bardzo dość mieszkania z psychicznie chorymi rodzicami, albo z zaborczą i niezrównoważoną byłą partnerką, ewentualnie biedaczek nie ma gdzie się podziać po niespodziewanej utracie pracy). Jesteś teraz podwójnie szczęśliwa. Jesteście przecież tacy nierozłączni, jest wam ze sobą tak wspaniale, a teraz to szczęście będzie trwało już codziennie, przez całą dobę, czyż nie?

Gówno prawda, właśnie zakładasz sobie pętlę na szyję, chociaż jeszcze o tym nie wiesz.

Szukanie mieszkania

Najczęściej to psychopata wprowadza się do swojej partnerki/ofiary. W moim przypadku to ja szukałam mieszkania na wynajem, w którym moglibyśmy zamieszkać razem. On postawił tylko jeden wymóg - "ma być luksusowe". Myślałam, że swoboda wyboru gniazdka to efekt zaufania, jakim mnie obdarzył. Oczywiście prawda była inna. Już później zrozumiałam, że naprawdę trzeba by było się postarać, aby znaleźć gorszego od niego nieroba. Nie umiał, czy może raczej nigdy nie chciał sam załatwić nawet najprostszej sprawy (bo po co, skoro zawsze znajdzie się jakiś sługa, ..o, przepraszam, przyjaciel, który zrobi to za niego). Równocześnie niezbyt go obchodziły szczegóły wystroju i wyposażenia mieszkania. To oczywiście kwestia tego, że psychopata nie potrafi się cieszyć takimi rzeczami (a tłumaczyłam to sobie tym, że w ogóle faceci zwracają mniejszą uwagę na jakieś kwiatki i kolorki), ale mieszkanie musiało być oczywiście luksusowe, aby móc szpanować przed znajomymi. Gdyby nie ta chęć lansu, to mam wrażenie, że w sumie by mu wystarczyły cztery szare gołe ściany i ewentualnie jakiś materac.

Aranżacja przestrzeni

"Mój" psychopata tuż po wprowadzeniu się zajął sobie w mieszkaniu strategiczne miejsce, które odtąd było "tylko jego", co musiało być respektowane. Niech by ktoś tylko spróbował usiąść na jego miejscu... Cóż, dzielenie przestrzeni we wspólnym mieszkaniu jest normalne, no nie? Dobra, ale gdyby na tym początkowym kompromisie i podziale wszystko się skończyło, to by było jeszcze w porządku. Ale tak się jakoś złożyło, że psychopata z dnia na dzień poszerzał "swoją" przestrzeń. Robił to oczywiście stopniowo i tak powoli, że ledwo zauważalnie. Dostał od kogoś upominek? Oczywiście od razu wciskał go na półkę z moimi rzeczami. Przecież taki drobiazg mi na pewno nie przeszkadza. Kilka dni później coś tam przestawił, moje rzeczy przesunęły się o ledwo kilka centymetrów robiąc miejsce dla jego.. przecież nie zrobię afery o coś takiego, nie?

Ale prawdziwy cyrk miałam z Wielką Pasją psychola. Widzicie, mój psychol miał dość "ekscentryczne" hobby - hodowlę ptaszników. Gdy się do mnie wprowadzał, jego kolekcja liczyła około 40 sztuk. Specjalnie dla niej znalazłam mieszkanie z dodatkowym parometrowym pokoikiem gospodarczym, gdzie postawiliśmy półki na terraria, i ten właśnie pokoik psychopata dostał w całości do swojej dyspozycji. Na początku mu to niby odpowiadało.

Wkrótce nadeszła chłodna jesień i zima i książę stwierdził, że kilka pająków to gatunki bardzo ciepłolubne, a temperatura w małym pokoiku jest nieco niższa niż w salonie. Normalnie by mi nie śmiał zawracać mi głowy, ale to tylko dla dobra tych pająków, bo martwi się, że nie przeżyją zimy. Czy nie mógłby ze dwóch, no może trzech terrariów postawić wyjątkowo w salonie, tylko na czas tej jednej zimy? Potem załatwi im jakieś dogrzewanie.

Co miałam zrobić, pozwolić żeby pajączki zdechły? Zgodziłam się. Później nadeszły mrozy, a z trzech terrariów zrobiło się pięć (bo jeszcze jego ulubiony duży pająk - tak na wszelki wypadek), potem dziesięć (kilka młodych okazów też ma przecież szczególne wymagania).

Gdy zima się skończyła, okazało się, że dokupił przez czas jej trwania tyle pająków, że w pokoiku się już nie pomieszczą i muszą pozostać w salonie (w salonie stało już wtedy ze 20 terrariów), ale że stoją tu już tyle miesięcy, że przecież chyba mi nie przeszkadzają, prawda? Przecież bym mu powiedziała, gdyby przeszkadzały? W związku należy być ze sobą szczerym! No i chyba nie chciałabym ograniczać go w rozwoju jego pasji, bo wówczas musiałby poważnie przemyśleć naszą relację.

Pająki to tylko przykład, rzecz działa się również na innych płaszczyznach, ale to dobrze obrazuje sposób jego działania. "Zagarnianie" mojej przestrzeni zachodziło po prostu na każdym kroku, przy każdej sposobności, lecz tak powoli że z dnia na dzień niezauważalnie, ale w przeciągu pół roku - drastycznie. W końcu prawie nie miałam miejsca na moje rzeczy, a jego były wszędzie. Właściwie to byłam tak zabiegana, że nawet nie miałam czasu się nad tym zastanowić, bo...

Obowiązki domowe

Możesz się spodziewać, że po pewnym czasie (raczej wcześniej, niż później) większość obowiązków domowych znajdzie się na twojej głowie. Lepiej naucz się sprzątać, gotować, prasować, robić zakupy, zajmować się dziećmi, równocześnie będąc zadbana jak miss świata i pracując na pełen etat, a nawet gdy to wszystko osiągniesz, on i tak będzie wiecznie z ciebie niezadowolony, a jego była partnerka/mamusia/koleżanka (niepotrzebne skreślić) robi wszystko lepiej.

Ale to wszystko, podobnie jak to było z zagarnianiem przestrzeni, dzieje się stopniowo i małymi kroczkami. Na początku wspólnego mieszkania możesz jak najbardziej spodziewać się jego pomocy w codziennych sprawach, a także (a może - przede wszystkim) wielkich deklaracji, jaki on jest wspaniały i pomocny. No przecież jest gentlemanem i ma ZASADY! Zrobi ci wielkie zakupy i dostarczy do domu, bo przecież taka piękna kobieta jak ty nie będzie niczego dźwigać. Wymieni bez proszenia przepaloną żarówkę. Pierwszy będzie się rwał do wynoszenia śmieci i podkreśli, że on nie jest taki jak inni mężczyźni, uważa że obowiązkami domowymi należy się dzielić po równo. Po co to wszystko? Oczywiście to zasłona dymna.

Później nagle się okazuje, że czegoś psychopata nie zrobi. Na przykład nie może sprzątać, bo ma straszne uczulenie na kurz. Oczywiście chciałby ci pomóc, ale to nie jego wina że nie może, lekarz mu zabronił. Ostatnio gdy sprzątał to prawie się zadusił kaszlem. (Ale ponieważ pomaga w tylu innych sprawach, to w sumie nie stanowi dla ciebie problemu, że akurat ścieraniem kurzu zajmiesz się sama. Tylko odtąd pamiętaj, że musisz zetrzeć każdą drobinkę, bo ta jego straszna alergia...)

Jakiś czas później wypadły mu nadgodziny w pracy (tak przynajmniej mówi, bo choć wraca późno, to nie przynosi do domu więcej pieniędzy, ale to szczegół). Biedak jest taki zmęczony i zapracowany. Czy nie mogłabyś przez ten okres ty zająć się zakupami? Byłby też wdzięczny, gdyby po jego powrocie o 23:00 na stole czekał obiad. Wie, że może za wiele od ciebie wymaga, jest mu w sumie głupio o to prosić, ale jest taki przemęczony i tak ciężko pracuje w imię waszej wspólnej przyszłości, a to wszystko potrwa tylko miesiąc, przysięga że później ci to wynagrodzi...

Miesiąc przedłuża się do półtora, potem do dwóch...

...a potem gdy już masz dość i zabierasz go na poważną rozmowę, że trzeba coś tu zmienić, bo czujesz się przeciążona i zdenerwowana, i nie wiesz ile to ma jeszcze potrwać, nagle dowiadujesz się, że nadgodziny kończą się jutro i zamierzał ci o tym akurat dziś powiedzieć i w ramach niespodzianki wręczyć zaproszenie na uroczystą kolację do dobrej restauracji. Ale ty musiałaś zepsuć nastrój i teraz on już nie ma ochoty na żadną kolację. W ogóle to wcześniej myślał, że może na ciebie liczyć i bardzo się teraz zawiódł. (Po tej rozmowie jest ci niemiło, czujesz się głupio. A on "musi to sobie przemyśleć" i do rana już milczy obrażony. Ale pocieszasz się, że przynajmniej te cholerne nadgodziny się skończyły...)

Jutro "misio" dzwoni do ciebie w dzień i oznajmia, że wróci już o czasie. Ale czy zrobiłabyś dziś może zakupy? Akurat tak wypada, że on kończy pracę godzinę później, niż ty. Gdyby wszystko było zrobione i obiadokolacja gotowa na jego powrót, to mielibyśmy dziś wieczorem godzinę czasu więcej dla siebie wzajemnie. (Jasne, że zrobisz, jak to dobrze że przeszedł mu foch. Poza tym chce spędzić z tobą więcej czasu, więc widać jak bardzo mu na tobie zależy, to na pewno to!)

W podobny sposób, małymi kroczkami, burzone są kolejne granice, a na końcu tej drogi ty sama robisz wszystko, i nawet nie masz pojęcia w jaki sposób do tego doszło.

Co zdumiewające, przez cały czas raczej nie postrzegasz go jako bałaganiarza (mimo że w domu generuje wokół siebie chlew), ani jako leniwego gada (mimo że jego pomoc w obowiązkach domowych zdarza się naprawdę od święta), bo masz w pamięci ten początkowy okres i wielkie słowne deklaracje. To już wystarcza do zbudowania obrazu, na którym może jechać potem przez miesiące, a gdy zastosuje się to cyklicznie - to nawet lata, i wciąż tłumacząc się że bardzo chciałby pomóc, tylko akurat coś mu wypadło...

Wiedz, że jeśli w relacji z psychopatą jakaś granica została przekroczona raz (wyświadczyłaś mu jakąś przysługę, zakładając że robisz to w drodze wyjątku) - to odtąd stanie się to normą, a często twoim codziennym obowiązkiem.

Zapraszanie znajomych

Każdy ma jakichś znajomych, których chciałby czasem zaprosić do domu. Co się z tym dzieje, gdy mieszkasz z psychopatą?

a) Twoi znajomi

Po prostu zapomnij o tym. Zapomnij o przyjaciołach, znajomych, rodzinie. Masz jego i to musi ci wystarczyć.

To jasne, że tego też nie powie ci od razu. Na początku jakoś zniesie wizyty twoich przyjaciół i znajomych, ale już wkrótce usłyszysz, że on za tą czy inną osobą nie przepada i wolałby, żebyście spotykali się poza domem. (Oczywiście gdy faktycznie postanowisz spotkać się poza domem, to zarzuci ci na przykład, że go zaniedbujesz i przez ciebie wasz związek się stacza.).

Każdą osobę, którą lubisz, a która akurat jemu nie jest do niczego przydatna, przedstawi ci w negatywnym świetle ("Kasia ma coś fałszywego w oczach i widzę, że cię obmawia", "Andrzej chyba liczy na coś więcej i nie żebym był typem zazdrośnika, ale wolałbym żebyś się z nim nie spotykała", "Aga ciągle gada te kretynizmy o ciuchach i może jutro wpaść, ale tylko pod warunkiem, że uprzedzisz ją, żeby nie poruszała tego tematu", a twoja najlepsza przyjaciółka? "Powiem ci coś w sekrecie, Monika złożyła mi ostatnio niedwuznaczną propozycję, byłem tym bardzo zażenowany. Oczywiście do niczego nie doszło, jestem człowiekiem z żelaznymi zasadami moralnymi, ale lepiej żebyś wiedziała kotku jaka z niej fałszywa suka"). A na koniec - podsumowanie: "Wiesz co, kochanie, ty masz jakiegoś strasznego pecha w doborze znajomych, ale na szczęście masz mnie!"

b) Znajomi psychopaty

O ile jakichś ma, to ci oczywiście będą wpadać kiedy tylko akurat jemu się spodoba ich zaprosić. Nie masz tu nic do gadania.

c) Wspólni znajomi

Takich jeszcze ewentualnie wolno ci mieć, ale lepiej żebyś nie była z nimi za blisko i to on decyduje, kiedy przychodzą.

W ogóle zapomnij o spontanicznym zaproszeniu koleżanki na godzinę na kawę. Albo o zorganizowaniu imprezy, nawet gdy psychopata akurat wyjedzie na weekend. Ja kiedyś próbowałam zrobić to drugie. Miał wyjechać, więc postanowiłam urządzić wtedy babskie spotkanie. Nawet jeszcze nie doszło do samej imprezy, po prostu popytałam kilkoro znajomych czy przyjadą do mnie na weekend, a ponieważ dziewczyny miały już inne plany, to do spotkania nie doszło. Ale mogło! A on na nieszczęście usłyszał o tym od jednej z tych osób, a nie ode mnie. Ciąg dalszy do przewidzenia. Wielkie pretensje, że nie dbam o komunikację, że moim obowiązkiem było go o tym poinformować, że daje mu to do myślenia na temat "nas", że znów tak bardzo się zawiódł. Dodam, że taką aferę zrobił bezczelnie gdy to ja płaciłam za mieszkanie, a on mieszkał tak naprawdę u mnie "gościnnie".

Moje, twoje, nasze

Tu pokrótce, na przykładach.

a) Nasze:

"Kotku, przydałby się NAM nowy regał do NASZEGO mieszkanka, kupisz?" (Bo przecież książę nie ma wiecznie kasy, ale regał i tak będzie nasz wspólny - on daje pomysł, a ja pieniądze)

"Ale ładne mieszkanko znaleźliśmy" (Poprawka: oczywiście ja sama szukałam, znalazłam, podpisałam umowę, wyposażyłam)

b) Moje:

"Fajne mam mieszkanie, co?" (Do znajomych którzy wpadli w odwiedziny. "Ja mam, to moje, tylko moje"! Co z tego, że wynajęte i to za pieniądze kogoś innego..)

"Nie będę tolerować takiego zachowania w MOIM mieszkaniu" (Gdy zrobiłam coś co akurat się mu nie spodobało, a nie spodobać się mogło wszystko.)

c) Twoje:

"To TWOJE mieszkanie, rób co chcesz" (Gdy przyszedł rachunek za media, który trzeba zapłacić, a on się wyprowadzał do nowej ofiary)

Mieszkanie u psychopaty

To druga opcja. Bo może być i tak, że trafisz na psychopatę, który posiada własne mieszkanie i to ty wprowadzasz się do niego. Tego przypadku nie znam z autopsji, tylko z relacji innych osób, więc opiszę go tylko w kilku zdaniach.

W tej wersji jesteś po prostu jak mebel - taki nowy nabytek psychopaty. Przy każdej okazji będzie przypominał ci o tym swoim "prawie własności". Sprzeciwisz mu się w czymś? Wypomni ci, że jesteś niewdzięczna, że mieszkasz przecież u niego, albo nawet że bez niego nic nie znaczysz i pójdziesz na bruk.

W późniejszym etapie związku mogą pojawić się regularne szantaże na temat wyrzucenia cię z mieszkania.

Inne rzeczy są podobne do opcji "psychopata mieszka u ciebie" - tu również masz być służącą, sprzątaczką, modelką, osobą na każde jego skinienie.

Podsumowanie

Pamiętaj na koniec, że poszczególne toksyczne związki się różnią. Nie we wszystkich muszą wystąpić wszystkie powyższe zachowania. To, co opisuję, to doświadczenia moje i moich znajomych. Dają pewien obraz tego, czego można się spodziewać, ale szczegóły mogą być inne. Choć trzeba przyznać, że psychopaci często są wyjątkowo sztampowi, wszyscy na jeden schemat...


10 komentarzy:

  1. Tak tak. A opis z pająkami bomba, jak z horroru :).
    Mój tez lubił pająki!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oni w ogóle często miewają ekstremalne hobby. Zamiast pająków mógłby być groźny pies, węże, skorpiony..

      Usuń
  2. Czytam i znów mam szeroko otwarte oczy jak ktoś kogo na oczy nie widziałam potrafił opisać to co przeżyłam. W sedno. Jak zwykle :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie mieszkałam nigdy z psychopatą, ale często byłam u niego na tzw. weekend. Oprócz seksu i oglądania telewizji (telewizor był w ogóle jakimś obiektem kultu) nie był w stanie nic mi zaproponować, na moje pomysły wyjścia chociażby tylko na spacer reagował zawsze agresywnie. Dodam, że jego mieszkanie było najbrzydszym, w jakim miałam okazję być. Owszem wysprzątane (cierpiał na obsesyjny pedantyzm), ale złożone z brzydkich, wysłużonych mebli. W kuchni zastawa niczym z późnego Prl-u. Poza tym zero książek, płyt, fotografii, żadnych ładnych rzeczy. Po prostu obleśna nora. Czułam się tam jak w więzieniu o zaostrzonym rygorze. Nie wolno tego, nie wolno tamtego. Najgorszym wykroczeniem było wejście w butach na wypastowaną do granic obłędu podłogę. Jeśli kiedyś znajdziecie się w takim lub podobnym mieszkaniu, ucieczka to jedyne sensowne wyjście.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój gwiazdor tez tylko potrafił gapić się na filmy. A pomiędzy sex i jedzenie. Później głównie jedzenie

      Usuń
    2. Telewizor to dla nich częsty obiekt kultu. U mnie też tak było.

      Usuń
  4. Jeżu normalnie sama bym tego nie pisała. Tylko u mnie nie było pająków.

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo fajnie napisane. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo interesujące. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Naprawdę świetnie napisane. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń